Oddychaj, Krzysztofie. Oddychaj. Co to było...
To, że Bendis wpadł w rytm i jedzie być może dzieło swojego życia, wiedziałem już znacznie wcześniej i myślałem, iż lepiej od poprzedniego tomu już nie da. Da się. Te zeszyty jakie są przed Wam to idealne połączenie akcji z emocjami, dramatu z sensacją, gdzie w jedynym momencie wypada powiedzieć tylko: "Yeah".
Matt ogłosił się nowym Kingpinem, który będzie wyrzynał wszelkich przestępców i to połowicznie działa. Mniejsi gracze boją się wychylać głowy w Hell's Kitchen, ale co to znaczy dla innych dzielnic Nowego Jorku. Co będzie z Manhattanem, gdzie hasa przyjazny Pajęczak z sąsiedztwa. Mamy tu scenę rodem z Jak Poznałem Waszą Matkę, gdzie przyjaciele spotykają się z Mattem, aby go ustawić do pionu. Tyle, że wśród tych "przyjaciół" jest: Luke Cage, Spider-man, Dr. Strange czy Pan Fantastyczny. Tyle, że Daredevilowi nieco szajba dobija do głowy. A tam za rogiem czeka kubeł zimnej wody... Ponad setka żołnierzy Yakuzy pod wodzą niejakiego Samo Orii. Maleev, ty skurczybyku, ta dwustronna scena z czekającymi złoczyńcami w mroku, w siąpiącym deszczu naprzeciw samotnego adwokata...
Miód. Coś FENOMENALNEGO. Rysownik przechodzi siebie, zresztą nie tylko on. Może i mamy tutaj nieco mniej prywatnego życia Murdocka, ale za to akcja porównać można do letniego blockbustera. Świetnie się to ogląda, co nie znaczy że nie ma tu miejsca na personalne dramaty. Całe te wydarzenia będą miały odzwierciedlenie na jawny aspekt życia Matta. Jest tu kilka petard fabularnych, które trzeba zobaczyć.
W zasadzie błyszczą tutaj wszystkie postacie. Na uwagę zasługuje też team FBI Driver-Del Toro, którzy mają coś tutaj do powiedzenia i jeden zwrot w fabule sprawił, że siedziałem osłupiały. Bendis nie zwalnia, miesza i kręci, ale tak, że nie będziecie mieli dość. Ale to i tak nic przy rozmowie rozmowie rannego Matta z dziennikarzem i przyjacielem, Benem Urichem. Ta mina herosa, gdy pada pewne stwierdzenie. Palce lizać. I to nie jest jedyna scena, gdzie opada szczena.
Bo mamy tutaj pokorę i przyjaźń. Zrozumienie i realne wsparcie. Gdy w jednej scenie na bijatykę wpada Luke Cage, Spider-man, Iron Fist i Daredevil wiedzcie, że będzie rasowe roz... rozwałka. Maleev ma znakomitą rękę do obrazowania walk i tutaj pokazuje co potrafi. Czemu ten koniec jest taki gorzki? Musi być. Takie jest życie.