4⭐/5
Zadziwiające, że w tak krótkim tomiku autor zawarł niezwykle wiele ciekawej akcji, choć grubość zeszytu zupełnie się nie zwiększyła. W tym tomie mamy do czynienia z kilkoma wzniosłymi wydarzeniami: pokonaniem Szatana Piccolo, przygotowywaniem do turnieju, czy zobrazowanie już samego turnieju właśnie. Nie powiem, zaskoczyło mnie, że w tomiku czternastym tak wiele się działo.
Akcja budowana jest ceremonialnie, co tylko pobudza apetyt na więcej, a autor umiejętnie potrafi budować napięcie. Zdziwiłam się, że w końcu pokazał brutalność Szatana Piccolo, gdy ten niemalże krwiście rozprawił się z Ten Shinhanem. Z drugiej zaś strony niezbyt podobało mi się rozwiązanie całej potyczki – spryt jakim wykazał się Goku na plus, jednak coś w tym rozwiązaniu mi nie pasowało, było dla mnie zdecydowanie za proste i szybkie. Ten tomik mogę pochwalić za kilka rzeczy, które dobrze zagrały, mianowicie: świetne przedstawienie tajemnicy Kija Długokrótka i ponowne wspomnienie, że Goku faktycznie ma czyste serce i dobroć, dzięki której radzi sobie nawet w przegranych sprawach. Ciekawie rozwiązano również kwestię z treningiem u Wszechmogącego, jak też przeskok czasowy o trzy lata podziałał na mnie mocno nostalgicznie. Widać, że Goku nie tylko dorósł fizycznie wzrostem, ale też wydoroślał i bardziej poważnie traktuje swoich przeciwników.
Super, że pojawia się Chi Chi, uwielbiam ją i jej starcia z Goku ❤. Szkoda tylko, że w dalszych opowieściach kobieta przestanie być na drugim, czy nawet trzecim planie i jej moc i siła totalnie zanikną, a charakterek ma przecież świetny. Jestem ciekawa, jak dalej potoczą się pojedynki, przede wszystkim między Juniorem a Goku, bo synek Piccolo to również nie do końca jednoznaczna postać w tej sadze. Poczytamy, zobaczymy – nie mogę doczekać się momentu, w którym Juniorek przestanie być tak pyszny i próżny.