To była bardzo przyjemna lektura. Mimo że postaci są momentami wybitnie out of canon (no ale teoretycznie mogą być, w końcu trudno pozostać takim samym przez dziesięć lat i to po wojnie), to równocześnie są uroczo słodcy. Czułam się trochę tak jakbym przemarznięta i przemoczona wróciła do domu, gdzie czeka na mnie ciepełko, koc i gorące kakao. A przy tym ilość akcji zapewnia przyjemną jazdę, a nie rollercoster. Jasne, mogłoby być jej troszkę więcej, a niektóre wątki trwać dłużej, ale generalnie pochłonęłam tego ficka niczym ciasto czekoladowe z kremem orzechowym.