“Walka”
Jeśli myślałam, że “The Pucking Wrong Number” zostanie na pierwszym miejscu w moim prywatnym rankingu książek do Złotej Maliny, tak Walka stanęła obok, spojrzała mi w oczy i powiedziała: potrzymaj mi wiewiórkę (nigdy nie wybaczę).
Zapominam już to, co się działo w TPWN, bo zabawy truchłem zwierzęcym w wykonaniu strażaka leśnego z ELITARNEJ JEDNOSTKI i RATOWNICZKI MEDYCZNEJ nic nie przebije. NIC.
Ta sprawa ewidentnie nie może wyjść mi z głowy. I to nie dlatego, że była TAKA ZABAWNA, że aż boki zrywać, tylko dlatego, że taka scena była kompletnie nie na miejscu. Fikcja fikcją, ale są granice elementarnej przyzwoitości i logiki świata, który autorka sama sobie zbudowała.
Strażak leśny.
Elitarna jednostka.
Zawód, którego FUNDAMENTEM JEST RATOWANIE ŻYCIA I OCHRONA PRZYRODY.
Co robi nasz bohater?
Bawi się martwym zwierzęciem.
Czym miała być ta scena?
Przełamaniem lodów?
Momentem napięcia?
Jakimś mrocznym klimatem?
Nic z tych rzeczy. To upadek etyczny postaci i kompromitacja historii.
Zabawa martwymi zwierzętami jest:
✨ nieetyczna
✨ niebezpieczna sanitarnie
✨ w realnym świecie byłaby podstawą do natychmiastowego usunięcia ze służby, a w elitarnych jednostkach - konsekwencją dyscyplinarną.
Szczerze współczuję każdemu, kto się na tej scenie zaśmiał. Bo powiedzmy sobie wprost: czy gdyby zamiast wiewiórki był pies albo kot, to też byłby „fun”?
To, co pojawiło się w książce pokazało brak empatii, słabą kondycję psychiczną (chyba że mówimy tu o mózgu w postaci narządu w spodniach) i brak poszanowania granic.
Takie coś… tak źle rozegrane, nie powinno się pojawić w książce o strażaku leśnym i ratowniczce medycznej. TO JEST ZŁE.
A cytat, który dobił mnie już po wiewiórce? O Scottie?
„Troszczy się o innych w sposób bezinteresowny i szczery”.
Słucham? GDZIE ta troska była podczas rzucania ciałem wiewiórki? GDZIE?
Jak dobrze wiecie, na naszym polskim rynku jest mało książek ze strażakami w roli głównej. Na palcach jednej ręki mogę zliczyć, ile takich przeczytałam. Natomiast to tutaj… nie nazwałabym romansem z pełnoprawnym strażakiem. Może i początkowo było okej, ale… później? Równia pochyła.
Fabuła tej historii skupiała się na:
✨zbliżeniach
✨nieporozumieniach
✨urojeniach
✨happy endzie
W ramach pakietu otrzymałam
✨ playboya, który umawiał się na seks BEZ ZOBOWIĄZAŃ
✨ kobietę, która (SPOILER) uprawiała seks z mężem gejem, „żeby zaspokoić potrzeby” - absurd
✨ brak komunikacji ludzi po 30, którzy nie zachowują się adekwatnie do wieku
✨ dialogi i opisy będące czystym zapychaczem
Cal.
Jego życiowe motto?
“Życie jest krótkie. Seks to zabawa.”
Arogancki, obrzydliwy, irytujący. Rzekomo miał mnóstwo demonów, którymi nie chciał obarczać innych. Tylko czy człowiek będący w służbie, po przejściach, nie powinien być pod stałą kontrolą psychologiczną?
Jego sposób myślenia o Scottie w skrócie:
– “przełączam się z trybu “jestem słodki i czuły” na “potrzebuję wsadzić mojego kutasa tak głęboko, by musieć tłumić jej krzyki.”
– „kłamała cały czas”
– „ma czelność wyglądać na zranioną” - tu już parsknęłam śmiechem
– „razem mogło nam być wspaniale”
– „jest na to za mądra”
„Ogień to moja jedyna kobieta. Jest okrutna i seksowna”.
Szkoda tylko, że tego ognia praktycznie nie było.
Scottie.
Dziewczyna, która pragnęła czegoś więcej: niezależności, bycia pożądaną, poczuć, że żyje. Szkoda, że ta niezależność kończy się tam, gdzie on odprawia akcje, a ona i tak przy nim zostaje. Taka to niezależność.
Rozwój relacji? Zastąpiony maratonem erotycznym z wstrząśnieniem mózgu i zwichniętym barkiem - co jest kompletnym absurdem, bo nawet gdy sytuacja wymagała odpowiedzialnego podejścia, Cal darł się na Scottie. RED FLAG.
Tempo relacji trwającej kilka dni (pomijając niezasadną przerwę, bo Cal się obraził):
✨ niechęć
✨ ratowanie życia
✨ „kocham cię”
✨ dom, z którym poczuła więź (jego, oczywiście)
✨ plany na zawsze
HOT SCENY? ZERO.
Niech ktoś mi powie, że scena w karetce była hot. Może byłaby, gdyby bohaterowie nie byli na stanowiskach, które wykonują. Miejsce, które powinno być sterylne, zostało zbrukane przez niewyżytego penisa. Czy naprawdę główny bohater nie mógł go utrzymać w spodniach? Ale no tak - scena w karetce będzie doskonale brzmieć w bookmediach. Zapomniałam.
Ach… jeszcze to plucie. Delicious.
Wracając do wstrząśnienia mózgu i tego, co się wydarzyło - proszę mi powiedzieć, kto w pełni odpowiedzialny decyduje się na pójście na szlak, widząc ewidentną zmianę pogody i ciśnienia, nie informując absolutnie nikogo? Kto idzie na ratunek, nie informując służb, wiedząc, że pomoc może być konieczna?
Widzicie jakie to absurdalne i niebezpieczne? Aż nie chce mi się wierzyć, że coś takiego przeczytałam.
Trauma Scottie?
Poproszę o rozwinięcie, bo ja jej nie zauważyłam.
PTSD? Ledwo muśnięte. Rozwiązane seksem. Terapia? Wzmianka na 94% książki.
Sprawa z wiewiórką, krwawiąca rana głowy, seks bez bieżącej wody, mydła i szczoteczek do zębów. Ja naprawdę jestem w stanie wiele zrozumieć - ale nie to. Jeśli ktoś mówi, że kończy im się woda, a potem marnuje ją na głupoty, byle tylko zaspokoić swoje seksualne pożądanie, to ja nie mam pytań. Tutaj powinien włączyć się tryb przetrwania i rozsądnego myślenia.
Motyw sekty? Miał potencjał, ale został wprowadzony tak, że początkowo kompletnie go nie ogarnęłam i musiałam czytać fragment jeszcze raz, bo myślałam, że coś mi się przewidziało. Ten wątek kompletnie tu nie pasował. Gdyby autorka dała backstage, a sceny seksu zastąpiła czymś wartościowym… to może jeszcze. Ale przy takim poprowadzeniu i takim rozwiązaniu było to po prostu abstrakcyjne połączenie absurdu z niedbalstwem.
Zawody głównych bohaterów? Dlaczego zostały tak oszczędnie przedstawione? Dlaczego autorka nie wrzuciła kilku scen z ich zmaganiami? Z pomocą? Jeżeli oczekujesz bohaterów w akcji, to przykro mi, ale się rozczarujesz.
Podsumowując:
Strażak leśny, ratowniczka medyczna, niebezpieczeństwo, trauma - wszystko super. Natomiast rzeczywistość okazała się srogo rozczarowująca i zamiast interesujących tematów otrzymałam zlepek scen, które same nie wiedziały, czym chciały być.
Czy polecam? Absolutnie nie.
Czy przeczytam kolejny tom, skoro każdy jest pisany przez inną autorkę? Kategorycznie nie, bo znowu przejadę się na poleceniach czegoś, czego nie ma w treści..
Czy jestem cholernie wkurzona na to, co otrzymałam w środku? Domyśl się.
“Walka” to festiwal absurdu, braku logiki i scen, które nigdy nie powinny były trafić na papier.