Pierwszy Cyborg mnie zaskoczył na plus, ponieważ nie spodziewałem się niczego dobrego, a tam kilka momentów było. Drugi tom już takiej szansy nie mógł mieć i choć jest tu kilka fajnych konceptów, to nie robi już takiego wrażenia.
Cyborg jest postacią nieco pokrzywdzoną, nie posiadającą dobrych tytułów, które budowały by prestiż postaci. Jasne, występuje w wielu grupach, gdzie spełnia swoją rolę, ale jest to raczej drugoplanowa postać i Walker tego nie zmieni. Ba, drugi tom wydaje mi się nieco gorszy.
Po wydarzeniach z poprzedniego tytułu, a które miały swoją skalę, za sferę robotyki czy cybernetyki zabrały się same Stany Zjednoczone. Posunięto się nawet tutaj dalej. Chcą wprowadzić registrację osób posiadających unowocześnione protezy, a co za tym idzie wykorzystać Cyborga dla własnych celów. Wiąże się to z ustawieniem postaci w bardzo złej pozycji. Jednocześnie sam bohater też ponownie stawia w znak zapytania swoje człowieczeństwo.
Trochę cierpi na tym jego charakter, bo tu nie ma żadnego rozwoju. Wręcz przeciwnie. Jak osoba, która zarzuca sobie takie pytania, może być jednocześnie tak impulsywna czy emocjonalna, co widać gdy pojawia się fantom jego matki, albo następuje starcie z Shazamem. Są to błędy Cyborga, popełnione przez jego odczucia. Po co więc wałkować w koło Macieju motyw: "czy ja jestem człowiekiem". Jestem, kropka. Podobał mi się zeszyt z samolotem i załatwianiem sprawy na jakąś tam odległość poprzez urządzenia elektroniczne. Taki mały powiew świeżości.
Całość wygląda w większości poprawnie, Watanabe nabiera ładnego sznytu, czyniąc go rzemieślnikiem w swoim fachu. Nowy Cyborg kończy się już po drugim tomie i nieco zasłużenie. Cyborg jest postacią specyficzną i dawanie mu własnej serii jest bardzo ryzykowne. Ale może w DC Rebirth się opłaci...