1977 rok jest rokiem, w którym kino zwariowało na punkcie ,,Gwiezdnych Wojen’’.
Zresztą nie tylko.
Motyw kosmicznych podróży święcił swój triumf w najlepsze - społeczeństwo zostało nim skutecznie ‘zainfekowane’, a wyobraźnię wielu rozpalały myśli o pozaziemskich wędrówkach, odległych planetach, ich fascynujących mieszkańcach oraz rzecz jasna, o niebezpieczeństwach czyhających na człowieka rzuconego w tę mroczną, niezbadaną toń.
To czas, gdy snuto wszelkiego rodzaju teorie spiskowe, nieprawdopodobne opowieści przepełnione szeregiem fantastycznych zdarzeń i zastanawiano się co by było, gdyby ludzkość mogła stanąć twarzą w twarz z obcymi przybyszami; jakie znaczenie miałoby to dla nauki, współczesnego świata, jego populacji i przyszłości.
Kiedy dwa lata później, na ekranach kin wyświetlano pierwszą część filmu z cyklu o Obcym w reżyserii Ridleya Scotta, chyba nikt poza nielicznym gronem, nie podejrzewał jak wielki sukces ona odniesie. A już zwłaszcza, jeśli brało się pod uwagę jej mroczny nastrój.
Bo o ile ,,Gwiezdne Wojny’’ można opisać mianem ‘trzymających w napięciu’, to z horrorem fantastyczno – naukowym im nie po drodze. Obie produkcje miały ze sobą nieco wspólnego, ale to wizja Scotta była, delikatnie mówiąc, bardziej pesymistyczna; budząca grozę, permanentny stan zaniepokojenia, przyprawiająca o szybsze bicie serca i uderzająca w klimaty postapo.
Nie dziwi więc, że również taki koncept – bezkresnego kosmosu, w którym kryje się nieopisana obrzydliwość - został przez publiczność kupiony.
Na fali popularności cyklu alienowskiego, powstało całe mnóstwo gadżetów - począwszy od koszulek z podobizną Obcego, poprzez figurki, komiksy, gry video, na… Książkach skończywszy.
Tak, pewien amerykański pisarz fantasy postanowił przenieść kinowe dzieło na karty powieści.
Jak mu to wyszło?
Różnie, co jest chyba najlepszym określeniem pasującym do jego literackich poczynań.
Zacznijmy od tego, że Alan Dean Foster podjął się zadania, które samo w sobie stanowiło spore wyzwanie.
Mało kto bowiem, umie operować słowem w tak sugestywny sposób, by w pełnić oddać całe spektrum emocji wyniesionych z filmowego sensu; ze spotkania, gdzie pierwsze skrzypce grają obrazy, światła, dźwięki, efekty specjalne; gdzie podziwia się zamysł fabularny, reżyserką myśl oraz aktorską kreację.
Cóż, pomimo poniesionych trudów, także Fosterowi ta sztuka się nie udała. Jego wizje musiały ustąpić pierwszeństwa dorobkowi Scotta, Camerona i Finchera.
Ale!
Cykl historii o Obcym to nadal całkiem niezła i całkiem przyjemna rozrywka. Napisana lekkim językiem, z dobrze utrzymanym tempem akcji, przyzwoicie nakreślonymi bohaterami oraz z nadzwyczaj dusznym, klaustrofobicznym klimatem.
I choć pierwszy tom tej serii nieco kulał (jeśli pamiętacie, narzekałam na kilka aspektów), to Foster musiał wziąć sobie do serca uwagi czytelników i zabrać się jeszcze ostrzej do pracy.
Dwie kolejne części, w moim mniemaniu, są utrzymane na naprawdę zadowalającym poziomie. Głównie za sprawą podszlifowanego stylu, bogatszych opisów, płynności biegu wydarzeń, emocjonującej fabuły (niezmiennej od filmowej, lecz w wydaniu Fostera równie ciekawie przedstawionej), bardziej dopracowanej kreacji bohaterskiej, odpowiednio budowanego napięcia, nastroju i wreszcie - dzięki horrorowym wątkom.
Tak, na te również znalazło się sporo miejsca, ponieważ w trzecim tomie, akcja nabiera prawdziwie makabrycznego wydźwięku – tu już trup ściele się gęsto, krew leje strumieniami, a kolejne postacie tracą życie w walce z ksenomorfami. Foster nie bawi się w półsłówka, maluje przed czytelnikiem przejmujące obrazy i prowadzi go w stronę tragicznego finału.
Ostatnie sceny, ostatnie akty, to jedne z najbardziej koszmarnych w tej powieści. Ellen Ripley staje przed ostatecznymi wyborami, których musi dokonać – w imię swojego dobra albo... Dobra wszechświata.