In Hard Light , Michael Crummey retells and reinvents his father's stories of outport Newfoundland and the Labrador fishery of a half century ago. Speaking through generations of storytellers, he conjures a world of hard toil and heavy weather, shot through with stoicism, grim humour, endurance, and love. This is writing that is supple and charged with intensity, language that vivifies --- electrifies --- whoever and whatever it describes. "Michael Crummey's lucid, dexterous writing shies away from nothing, gives us the concrete particulars of daily life, the burials and butcheries, the night-time thoughts. He knows this world from the inside." -- John Steffler
Born in Buchans, Newfoundland, Crummey grew up there and in Wabush, Labrador, where he moved with his family in the late 1970s. He went to university with no idea what to do with his life and, to make matters worse, started writing poems in his first year. Just before graduating with a BA in English he won the Gregory Power Poetry Award. First prize was three hundred dollars (big bucks back in 1987) and it gave him the mistaken impression there was money to be made in poetry.
He published a slender collection of poems called Arguments with Gravity in 1996, followed two years later by Hard Light. 1998 also saw the publication of a collection of short stories, Flesh and Blood, and Crummey's nomination for the Journey Prize.
Crummey's debut novel, River Thieves (2001) was a Canadian bestseller, winning the Thomas Head Raddall Award and the Winterset Award for Excellence in Newfoundland Writing. It was also shortlisted for the Giller Prize, the Commonwealth Writers' Prize, the Books in Canada First Novel Award, and the IMPAC Award. His second novel, The Wreckage (2005), was nominated for the Rogers Writers' Trust Fiction Prize and longlisted for the 2007 IMPAC Award.
Galore was published in Canada in 2009. A national bestseller, it was the winner of the Commonwealth Writers' Prize for Best Book (Canada & Caribbean), the Canadian Authors' Association Fiction Prize and was shortlisted for the Governor-General's Award for fiction.
He lives in St. John's, Newfoundland with his wife and three step-kids.
I finished this more than a few days ago, and have scraps of notes written so that I could talk intelligently about this book without sounding like a woman with a crush on Michael Crummey and his writing. haha Bread, Bonfire Night, Dominion, 32 Little Stories...what a catastrophe of scribblings I have here. Brilliant writer, this book is not new by any means; being almost 20 years since it was published. Most are stories told by his father. They are like sorting black and white photos (which are actually printed in the book) and reminiscing.
The writing style is very unique, and I loved the diverse voices we heard. It gets a little arbitrary but I liked the way the narrative flows, it read like the oral history of the community.
I downloaded Hard Light because I admire Michael Crummey and enjoyed his literary take on Newfoundland history in The Wreckage and his fantastical Galore. So having not investigated further what this book was about, I was surprised when, in the end, it only lasted for one dog walk. A slim volume of what I took to be short stories -- each a perfect gem -- I am now left wondering if they weren't actually poems after all. Either way, as I am now made to understand, each vignette is a story from Crummey's family, and as it says on the audiobook's homepage: "It’s a love-letter to a world and a way of life that has vanished completely in the last fifty years. All of it is true. Even the lies."
And I do recommend the audiobook -- Ron Hynes and Deidre Gillard bring the stories to life; this has the weight and the feeling of an oral history, and no matter that Crummey polished the stories with his pen and ink, the spoken voice does them great justice. To get a sense of it, here's a video of Michael Crummey reading several of the stories himself: here. Some random, favourite moments:
"Making the Fish" : $130 for four months work. It could cut the heart out of a man to think too much about what he was working for.
"Fifties": After father died I got a crew together and went down the Labrador myself. I was just 16 then and the arse gone out of the fishery besides. It only took me two seasons to wind up a couple of hundred dollars in the hole.
"Jigg's Dinner": Carrots are the middle child - - no one's particular favourite but liked well enough by all.
"Bread": Two people should never say the word love before they've eaten a sack of flour together. I really appreciated the woman's perspective in this story and in "What We Needed" -- I'm not a love-story-reading-sap, but my breath hitched in each of these stories as love was unexpectantly discovered.
There is poetry in the reading of a land title in "East By the Sea and West By the Sea" and poetry in the reading of a last will and testament in "Her Mark". There is great Newfie humour in "The Flame" and "The Tennessee Waltz". There are liberally scattered moments of poignancy and wisdom and soon-to-be-forgotten facts and my only complaint would be that the experience ended too soon.
Ten niezwykle starannie skomponowany tomik, na Wikipedii mylnie moim zdaniem zaklasyfikowany jak poezja, jest w istocie zbiorem tekstów zawieszonych między prozą a prozą poetycką, przy czym w tej drugiej grupie charakterystyczne dla poezji zabiegi wersyfikacyjne w zasadzie niewiele zmieniają w odbiorze, a w tekstach czysto prozatorskich nierzadko forma opowiadania jest przez naginana w różne strony - także w stronę literackiej impresji. O ile w pierwszym odbiorze zbiór wydaje się pęknięty na kilka odmiennych części, o tyle drugie i kolejne czytania ujawniają, że mimo zmiany form literackich kolejne utwory są emanacją tej samej wrażliwości autora. Czy taka złożona forma się sprawdziła? Częściowo.
Struktura Twardego światła ma kilka warstw, stopniowo odsłaniających się przed czytelnikiem, niekoniecznie zresztą widocznych od razu, bo wzajemne powiązania opowiadanych tu historii to materia nader subtelna i wiele pozostawione jest domysłowi i wrażliwości czytelnika. W prologu (Rdza) Crummey w jednej krótkiej ale przejmującej scenie pochyla się nad ulotnością rodzinnej pamięci, z której nikną detale i treści życia przemijających pokoleń. I cała reszta zbioru jest próbą utrwalenia własnie materii świata dawnej Nowej Fundlandii, który już nieodwracalnie przeminął, a teraz zaciera się nawet we wspomnieniach. Stąd właśnie ta literacka próba utrwalenia, niemal w ostatniej chwili, niknących w niepamięci niezliczonych detali, epizodów, miejsc (takich jak cmentarz w Spalonym Lesie), emocji, wrażeń, smaków i zapachów. Rozmowy z krewnymi i znajomymi pamiętającymi tę krainę z dekad przed przystąpieniem do Kanady (1949) dostarczyły 33-letniemu pisarzowi materii, z której ułożył 32 opowiastki - ciąg porażających autentycznością opowiadań o tamtym minionym życiu. Są to refleksje nad ciężką pracą, naturalistyczne relacje z połowów i innych rybackich prac, opisy nieraz okrutnych, ale przecież w tamtym kontekście do bólu pragmatycznych praktyk (kastrowanie, topienie kociąt). Ale nie brak epizodów szorstko humorystycznych - w Tennessee Waltz poznacie technikę pędzenia nowofundlandzkiego bimbru i jej konsekwencje dla pewnych skarpetek, a jeśli myśleliście, że żywa pochodnia nie może być śmieszna to przeczytajcie Płomień. A przede wszystkim - pełno tu tchnącej ludową mądrością refleksji, ubranej w jedyne w swoim rodzaju zwroty i porównania. Ot, choćby ukryte w opisie przyrządzania obiadu (!): "Marchewka jest jak środkowe dziecko: niby nikt za nią nie szaleje, ale wszyscy ją lubią". Crummey mistrzowsko wyłapuje i wykorzystuje wyraziste puenty, przez co niejeden tekst zmusza do zatrzymania zanim sięgniemy po następne opowiadanie. Tak jest z Gospodarzeniem, gdzie opowiedziana z kobiecej perspektywy historia utrzymania gospodarstwa rolno-mlecznego kończy się stwierdzeniem: "Miałam sześćdziesiąt jeden lat, gdy kupiłam karton mleka ze sklepu". To kumulacja ogromu uczuć zawartych w całym tym opowiadaniu: od determinacji po rezygnację. Do najlepszych opowiadań należy też przepiękny Chleb - zamknięta na dwóch stronach love story nad kolejnymi wspólnie spożywanymi bochenkami ("Dwoje ludzi nie powinno wymawiać słowa miłość, zanim nie zjedzą razem worka mąki"). Kolejna historia miłosna - Czego nam było trzeba - poraża prostotą i lakonicznością, skrywającą pod starannie dobranymi słowami wielkie emocje. I tak jest we wszystkich 32 opowiastkach, podzielonych według otaczających nowofundlandczyków żywiołów (kolejne grupy opowiadań to Woda, Ziemia, Ogień i Powietrze).
Środkowa część zbioru, zatytułowana Odkrywając ciemność, znacznie rozszerza perspektywę, jest bowiem luźno oparta na dziennikach nowofundlandzkiego górnika, rybaka - ale i żeglarza, który na przełomie XIX i XX wieku odwiedził porty rozrzucone na niemal całej ziemi. To bodaj najsłabsza partia Twardego światła. O ile sprawdza się jako świadectwo szorstkiej wrażliwości człowieka, którego korzenie - mimo podróży aż po Chiny i Rosję - nierozerwalnie związane są z ukochaną krainą Crummeya, to forma łamanej na poetycką modłę prozy w większości wypadków wydaje się nieuzasadniona jej treścią. Taki układ bezlitośnie obnaża też fakt miałkości tych tekstów. Epizodyczne relacje, które sprawdziłyby się może jako krótkie opowiadania, wepchnięte w charakterystyczny rytm łamanych wersów, zdradzają niechcący swoją płytkość (by trzymać się morskiej nomenklatury). Prostota refleksji często osuwa się w banał - tym trudniejszy do przełknięcia, że 32 opowiastki ustawiły poprzeczkę naprawdę wysoko. Zdarzają się fragmenty mocne (m.in. Cena ryb, Obraz rozpaczy, lecz nie klęski), ale wyraźnie zabrakło bardziej krytycznego redaktora i ostrzejszej selekcji tekstów. Odchudzenie środka o połowę dobrze przysłużyłoby się całości.
Domykająca tom Mapa wysp ma z kolei charakter najbardziej osobisty, ale zarazem najbardziej impresyjny. Jest zapisem refleksji z podróży autora z ojcem na jego rodzinną ziemię, pamiętającą wszystko to, co znamy z pierwszych opowiadań. Ale Crummey nie relacjonuje podróży samej w sobie, a skupia się na emocjonalnej topografii, tropiąc ślady dramatów sprzed półwiecza, wraki, groby, zwyczajowe nazwy, i związane z nimi przeżycia, emocje, epizody. Tu forma poetyckiej prozy wymieszanej z klasycznymi opowiadaniami (nawiązującymi do tych z pierwszej części tomu), sprawdza się lepiej. Jest też napisana z większym wyczuciem, a przede wszystkim czuje się w niej zaangażowanie emocjonalne autora, czego zabrakło w Odkrywając ciemność. Piękna ojcowsko-synowska klamra przywołuje echo prologu i stawia kropkę nad "i" w tej wyjątkowej podróży w czasie.
Pozornie wydaje się, że w tym "crummeyu" najmniej jest samego Crummeya, a najwięcej - Nowej Fundlandii. Jednak cała ta mozaika, mimo że utkana w większości z cudzych wspomnień, zdradza wielką autorską wrażliwość na drugiego człowieka i wielką miłość do tej surowej i niełatwej do życia ziemi, o której pojęcie dają też autentyczne fotografie, przeniesione z oryginalnego wydania (jest ich stanowczo za mało!). To też w większości - zwłaszcza we wspaniałej pierwszej części - popis sztuki literackiej wysokiej próby, świetnej oddanej w przekładzie zawieszonym między twardą jak kamień prostotą przekazu a niezaprzeczalnym poetyckim zacięciem. To Crummey na etapie poszukiwania swojej literackiej ekspresji, zapewne mocno zapatrzony w opowiadania Alistaira MacLeoda, gdzieniegdzie pobrzmiewający Faulknerem. Ale jednocześnie nieodrodny syn Nowej Fundlandii, zbieracz ulotnych pamiątek i kronikarz tej krainy. Twarde światło stanowi katalog rzeczy minionych, z których składa się Nowa Fundlandia odtwarzana w późniejszych, już jawnie epickich powieściach tego wyjątkowego - nawet jeśli wówczas jeszcze nie całkiem wybitnego - pisarza.
“Six feet of dirt for you up there, No matter what height you are alive and standing.”
The hardships of life in the fisheries and on the sea along the coasts of Newfoundland and the Labrador, based on stories and memories of Michael Crummey’s father and grandfather. The poetry in this collection is at times breathtakingly beautiful. Accompanied by black and white family photos. What a treat this special anniversary edition was to read, at times achingly sad, but also full of humour, strength of character and courage.
“Show me a map and I’ll name you a dead man for every cove between home and Battle Harbour. I am twenty-four years old, and there is no guarantee I will ever see twenty-five.”
So I'm a bit in love with Michael Crummey. And this is the book that did it. It contains near-verbatim anecdotal accounts of his father's childhood in Newfoundland and Labrador in his father's voice, which makes it a great example of Newfoundlanders' penchant for adept storytelling, as well as mildly fictionalized historical poetry. I really like the fill-in-the-gaps type historical writing. You're never quite sure which details are made up and which were actually documented. I love that particular blur.
Proszę, nie pozwalajcie mi chwalić książki przed jej połową, bo ostatnio za każdym razem, gdy to czynię, druga połowa usilnie stara się wymazać moje wszelkie wcześniejsze pozytywne wspomnienia. Tak było w przypadku Twardego światła - debiutanckiej książki kanadyjskiego pisarza Michaela Crummey'ego, w swojej twórczości opowiadającego o dawnej i współczesnej Nowej Fundlandii. Wcześniej czytałam już trzy jego późniejsze powieści, z czego recenzje Sweetlandoraz Dostatku znajdziecie na blogu. Ale do meritum. Co poszło nie tak w przypadku Twardego światła?
In this book Michael Crummy says many of the things that needed to be said by boys from little outports of Newfoundland. He says them with the typical and extraordinary beauty his poetry always manages. He transmutes the simple and historical into wonderful and funny and hard to bear.
As a boy from an outport with writerly ambitions, it is hard not to take this book as having obviated the need for any work I might do in this area. But I am glad at least that he has done it so precisely and so very well.
From the daily acts of "Making the Fish" and preparing "Jiggs Dinner" to disasters on the open sea such as the "Newfoundland Sealing Disaster", Crummey brings to life in the hard-scrabble land of Newfoundland of a half-century ago a humanity that even the land itself seems to share.
Książka jest zdecydowanie dla tych, którzy prozę Crummeya już znają i którzy na Nowej Fundlandii nie są po raz pierwszy. Jest to zbiór krótkich form, w których autor próbował uchwycić ducha Nowej Fundlandii, będącego przez setki lat niezmiennym, a obecnie zanikającego. Magią tekstów Crummeya jest to, iż kocha miejsce, z którego pochodzi i potrafi pokazać je w taki sposób, że my także je pokochamy, mimo że zimny wiatr i wszechobecna sól z wody morskiej, nie jest tym, co pragnęlibyśmy mieć na co dzień w swoim otoczeniu. I choć nie jest to najlepsza z książek autora, to jednak wcale mnie nie dziwi, że właśnie ta naprawa go największą dumą.
Don't ask me what is real when you hear me talk I can only tell you what I remember p100
This is a work of far remembering, as MC painstakingly recreates the hardscrabble life of his father in poetry and prose. While I appreciate his effort, it was a real stretch for me to relate to such rugged occupations. That people could exist in such stringent circumstances makes me grateful I do not.
I thought the world would make me a wiser man but I am merely more perplexed p87